Dzicy kanibale
Ci, którzy wiedzą o tych prymitywnych ludziach, uważają je za pół bestie, dzikusów niezdolnych do rozsądku i pozbawionych większej inteligencji.
Ludzi gór było około tuzina, uzbrojonych w toporne drewniane pałki oraz włócznie i topory o grotach i ostrzach z kamienia. Mieli krótkie kończyny i krępe ciała, okryte podartymi, wyliniałymi futrami. Małe, przekrwione oczy spoglądały spod wydatnych brwi i pochyłych czół, a grube wargi odsłaniały duże żółte zęby. Wyglądali jak relikty jakiejś wczesnej fazy ewolucji, o których Conan dowiedział się kiedyś słuchając filozofów dyskutujących na dziedzińcach nemedyjskich świątyń. Teraz jednak był zbyt zajęty staraniami utrzymania kontroli nad koniem i celowaniem lancą, by poświęcać takim sprawom więcej niż tylko przelotną myśl. Po chwili wpadł między nich jak pocisk.
–– Conan z Cymmerii, tłum. fragm. Piotr Kucharski
Niektórzy uczeni uważają, że przed erą hyboryjską były jeszcze inne ery i że jeśli daleko zawędrować oraz dobrze się rozejrzeć, być może uda się odkryć pozostałości tych wcześniejszych czasów, kiedy to ludzie chodzili po świecie, a przy tym byli inni niż dzisiejsi. Ci, którzy wiedzą o tych prymitywnych ludziach, uważają ich za pół bestie, dzikusów niezdolnych do rozsądku i pozbawionych większej inteligencji. Nie są w stanie osiągnąć niczego poza najbardziej podstawową, prostą kulturą i komunikują się w języku będącym niewiele więcej niż prymitywnymi stęknięciami oraz warknięciami, jakie wydawali pierwsi ludzie gdy świat był młody, a ich gatunek świeży.
Cymmeryjskie klany z Gór Eiglofiańskich wiedzą, że ci prymitywni ludzie wciąż istnieją, choć nie obchodzi ich czy są oni echem dawnej ludzkości, czy też zdegenerowanymi potworami, które przybrały formę bliską człowiekowi. Przejmują się natomiast najazdami, jakich dokonują ci dzikusi, atakując cymmeryjskie wioski oraz placówki, by zdobyć lepszej jakości broń i porwać wrzeszczących wieśniaków do swych brudnych, nędznych jaskiń, gdzie są następnie pożerani.
Ludożercy wywołują grozę wśród rozproszonych klanów zamieszkujących północne góry Cymmerii. Plemienne opowieści mówią o jeszcze gorszym losie niż surowy posiłek rodziny kanibali. Można zostać żywcem złożonym w ofierze wielkiemu lodowemu czerwiowi Yakhmarowi, lub, co gorsza, śnieżnemu smokowi Coltranachowi, którego ci zniekształceni pół ludzie czczą jako boga.
Ci, którzy wiedzą o tych prymitywnych ludziach, uważają je za pół bestie, dzikusów niezdolnych do rozsądku i pozbawionych większej inteligencji.
Ludzi gór było około tuzina, uzbrojonych w toporne drewniane pałki oraz włócznie i topory o grotach i ostrzach z kamienia. Mieli krótkie kończyny i krępe ciała, okryte podartymi, wyliniałymi futrami. Małe, przekrwione oczy spoglądały spod wydatnych brwi i pochyłych czół, a grube wargi odsłaniały duże żółte zęby. Wyglądali jak relikty jakiejś wczesnej fazy ewolucji, o których Conan dowiedział się kiedyś słuchając filozofów dyskutujących na dziedzińcach nemedyjskich świątyń. Teraz jednak był zbyt zajęty staraniami utrzymania kontroli nad koniem i celowaniem lancą, by poświęcać takim sprawom więcej niż tylko przelotną myśl. Po chwili wpadł między nich jak pocisk.
–– Conan z Cymmerii, tłum. fragm. Piotr Kucharski
Niektórzy uczeni uważają, że przed erą hyboryjską były jeszcze inne ery i że jeśli daleko zawędrować oraz dobrze się rozejrzeć, być może uda się odkryć pozostałości tych wcześniejszych czasów, kiedy to ludzie chodzili po świecie, a przy tym byli inni niż dzisiejsi. Ci, którzy wiedzą o tych prymitywnych ludziach, uważają ich za pół bestie, dzikusów niezdolnych do rozsądku i pozbawionych większej inteligencji. Nie są w stanie osiągnąć niczego poza najbardziej podstawową, prostą kulturą i komunikują się w języku będącym niewiele więcej niż prymitywnymi stęknięciami oraz warknięciami, jakie wydawali pierwsi ludzie gdy świat był młody, a ich gatunek świeży.
Cymmeryjskie klany z Gór Eiglofiańskich wiedzą, że ci prymitywni ludzie wciąż istnieją, choć nie obchodzi ich czy są oni echem dawnej ludzkości, czy też zdegenerowanymi potworami, które przybrały formę bliską człowiekowi. Przejmują się natomiast najazdami, jakich dokonują ci dzikusi, atakując cymmeryjskie wioski oraz placówki, by zdobyć lepszej jakości broń i porwać wrzeszczących wieśniaków do swych brudnych, nędznych jaskiń, gdzie są następnie pożerani.
Ludożercy wywołują grozę wśród rozproszonych klanów zamieszkujących północne góry Cymmerii. Plemienne opowieści mówią o jeszcze gorszym losie niż surowy posiłek rodziny kanibali. Można zostać żywcem złożonym w ofierze wielkiemu lodowemu czerwiowi Yakhmarowi, lub, co gorsza, śnieżnemu smokowi Coltranachowi, którego ci zniekształceni pół ludzie czczą jako boga.




















