Mroźne Bagno
Jeśli o jakimś regionie można powiedzieć, że mieści w sobie wszystkie koszmary lodowej północy, to chodzi właśnie o Mroźne Bagno.
Ehmish zastanawiał się, czy to z samej ziemi promieniuje zimno i bezduszność. Gdyby go zapytać, wolałby przemknąć obrzeżami. Wyglądało jednak na to, że Vanirowie zamierzali przedrzeć się przez czarne, zamarznięte serce bagna.
Czuł, jakby coś bawiło się jego umysłem. Czasami, gdy szedł na czele szeregu, wydawało mu się, jakby dostrzegał przeskakujące między drzewami cienie. Bezszelestne, sunące duchy. Innym razem z jednej lub drugiej strony dobiegał nagle plusk wody. To na pewno szczur albo jakieś inne bagienne zwierzę. Wciąż się jednak zastanawiał. Kilkakrotnie sięgał po broń, lecz ostatecznie nie wyciągał jej, zrzucając wszystko na karb nerwów. Na opowieści z dzieciństwa, jakie słyszał po zmroku, późną nocą, i których jeszcze nie zapomniał.
––Legends of Kern: Songs of Victory, Loren Coleman, tłum. fragm. Piotr Kucharski.
Cymmeria jest ziemią znaną z paskudnej pogody, trudnego terenu i łańcuchów górskich, które składają się na lodowaty kręgosłup Hyborii. Najbardziej nieprzyjaznym skrawkiem szarej krainy nie są jednak zasypane śniegiem Góry Eiglofiańskie czy nawiedzane przez duchy cmentarzysko, znane jako Pole Zmarłych. Nawet Dolina Conalla, gdzie vanirscy berserkerzy wymachujący zakrwawionymi klingami, donośnym rykiem lżą wycofujące się plemiona, nie jest najbardziej przerażającą ani najbardziej niebezpieczną częścią tego pozbawionego słońca rejonu północy. Te złowieszcze tytuły należą się miejscu nazwanemu z typową dla barbarzyńców prostotą: Mroźnemu Bagnu.
Jeśli o jakimś regionie można powiedzieć, że mieści w sobie wszystkie koszmary lodowej północy, to chodzi właśnie o Mroźne Bagno. Pradawne lęki kroczą tu zamglonymi ścieżkami szukając ludzkiej zwierzyny, a z kłów i drżących pazurów kapie im krew. W bród tu śmiertelnych wrogów, od doppelgangerów, pomagających sobie iluzjami w polowaniu, aż po bladych jak trupy hiperborejskich mistyków. Bogowie zaprawdę muszą śmiać się w głos na myśl o tej zbieraninie nienawistnych koszmarów, jakie zgromadziły się tu by nękać Cymmeryjczyków. A wszystko to na skutek babrania się przez Hiperborejczyków w czarnej magii. Podobno przybyli tu, by wydostać spod ziemi starożytne sekrety pochodzące z czasów przed zatopieniem Atlantydy. Jakkolwiek tłumaczyć tę obecność, to ich plugawy dotyk sprawił, że z zatęchłych, tłustych wód wynurzyły się złowrogie siły.
Niewiele osób zapuszcza się dobrowolnie na Mroźne Bagno, a ci, którzy się na to decydują (i którzy spodziewają się je opuścić), należą do najświetniejszych, najlepiej wyszkolonych myśliwych oraz wojowników, jakich kiedykolwiek wydała z siebie Cymmeria. Jedynie najsilniejsi synowie i córki krain północy, mają szanse odnaleźć drogę pośród krętych, gęstych od mgły ścieżynek lub pokonać wszelkiej maści nieludzkie stwory, które brodzą w zatęchłych wodach trzęsawiska.
Jeśli o jakimś regionie można powiedzieć, że mieści w sobie wszystkie koszmary lodowej północy, to chodzi właśnie o Mroźne Bagno.
Ehmish zastanawiał się, czy to z samej ziemi promieniuje zimno i bezduszność. Gdyby go zapytać, wolałby przemknąć obrzeżami. Wyglądało jednak na to, że Vanirowie zamierzali przedrzeć się przez czarne, zamarznięte serce bagna.
Czuł, jakby coś bawiło się jego umysłem. Czasami, gdy szedł na czele szeregu, wydawało mu się, jakby dostrzegał przeskakujące między drzewami cienie. Bezszelestne, sunące duchy. Innym razem z jednej lub drugiej strony dobiegał nagle plusk wody. To na pewno szczur albo jakieś inne bagienne zwierzę. Wciąż się jednak zastanawiał. Kilkakrotnie sięgał po broń, lecz ostatecznie nie wyciągał jej, zrzucając wszystko na karb nerwów. Na opowieści z dzieciństwa, jakie słyszał po zmroku, późną nocą, i których jeszcze nie zapomniał.
––Legends of Kern: Songs of Victory, Loren Coleman, tłum. fragm. Piotr Kucharski.
Cymmeria jest ziemią znaną z paskudnej pogody, trudnego terenu i łańcuchów górskich, które składają się na lodowaty kręgosłup Hyborii. Najbardziej nieprzyjaznym skrawkiem szarej krainy nie są jednak zasypane śniegiem Góry Eiglofiańskie czy nawiedzane przez duchy cmentarzysko, znane jako Pole Zmarłych. Nawet Dolina Conalla, gdzie vanirscy berserkerzy wymachujący zakrwawionymi klingami, donośnym rykiem lżą wycofujące się plemiona, nie jest najbardziej przerażającą ani najbardziej niebezpieczną częścią tego pozbawionego słońca rejonu północy. Te złowieszcze tytuły należą się miejscu nazwanemu z typową dla barbarzyńców prostotą: Mroźnemu Bagnu.
Jeśli o jakimś regionie można powiedzieć, że mieści w sobie wszystkie koszmary lodowej północy, to chodzi właśnie o Mroźne Bagno. Pradawne lęki kroczą tu zamglonymi ścieżkami szukając ludzkiej zwierzyny, a z kłów i drżących pazurów kapie im krew. W bród tu śmiertelnych wrogów, od doppelgangerów, pomagających sobie iluzjami w polowaniu, aż po bladych jak trupy hiperborejskich mistyków. Bogowie zaprawdę muszą śmiać się w głos na myśl o tej zbieraninie nienawistnych koszmarów, jakie zgromadziły się tu by nękać Cymmeryjczyków. A wszystko to na skutek babrania się przez Hiperborejczyków w czarnej magii. Podobno przybyli tu, by wydostać spod ziemi starożytne sekrety pochodzące z czasów przed zatopieniem Atlantydy. Jakkolwiek tłumaczyć tę obecność, to ich plugawy dotyk sprawił, że z zatęchłych, tłustych wód wynurzyły się złowrogie siły.
Niewiele osób zapuszcza się dobrowolnie na Mroźne Bagno, a ci, którzy się na to decydują (i którzy spodziewają się je opuścić), należą do najświetniejszych, najlepiej wyszkolonych myśliwych oraz wojowników, jakich kiedykolwiek wydała z siebie Cymmeria. Jedynie najsilniejsi synowie i córki krain północy, mają szanse odnaleźć drogę pośród krętych, gęstych od mgły ścieżynek lub pokonać wszelkiej maści nieludzkie stwory, które brodzą w zatęchłych wodach trzęsawiska.




















